Fotografowanie sowieckich ruin: gdzie jest granica
Tskaltubo to nie opuszczone miejsce, to miejsce zamieszkane
Najważniejszy fakt o sowieckich sanatoriach Tskaltubo, ten, który zmienia sposób, w jaki powinniście je fotografować, jest taki, że kilka z nich nie jest puste. Od początku lat 90. w niektórych z tych budynków mieszkają rodziny wysiedlone z Abchazji podczas wojny — okazałe kurorty z kąpielami radonowymi, zbudowane dla sowieckich górników i członków Biura Politycznego, dziś dom dla ludzi, którzy nigdy nie planowali wciąż tam mieszkać trzydzieści lat później.
Chodzenie po Sanatorium Medea czy Tbilisi z aparatem i traktowanie łuszczących się fresków i zawalonych klatek schodowych jako czysto estetycznego tła, podczas gdy czyjeś pranie wisi w korytarzu dwa piętra wyżej, to dokładnie ten scenariusz, który przyniósł „fotografii ruin” złą sławę. Niektóre budynki zostały w pełni oczyszczone i odrestaurowane na potrzeby turystyki; inne wciąż mają mieszkańców. Wiedza, który jest który, zanim tam pojedziecie, nie jest opcjonalna.
Opuszczone sanatoria Tskaltubo opisuje budynek po budynku, co jest otwarte, co jest zamieszkane, a co odrestaurowano z powrotem na funkcjonujące spa. Kutaisi: jednodniowa wycieczka do opuszczonego radzieckiego sanatorium w Tskaltubo prowadzi przewodnik, który wie, które korytarze są naprawdę otwarte dla odwiedzających, a które to czyjś przedpokój, co rozwiązuje problem dostępu znacznie pewniej niż samodzielne błądzenie.
Co „szacunek” naprawdę oznacza w praktyce, nie w teorii
Większość wskazówek dotyczących etycznej fotografii ruin pozostaje abstrakcyjna — „bądźcie szanujący”, „pomyślcie o dotkniętych tym ludziach” — bez powiedzenia, co to konkretnie zmienia w samej wizycie. Kilka konkretnych rzeczy jednak to robi:
Nie fotografujcie mieszkańców ani ich rzeczy bez pytania, nawet z daleka, nawet jeśli technicznie znajdują się na „publicznym” korytarzu. Zdjęcie czyichś drzwi z praniem i przyklejonym numerem domu wciąż jest zdjęciem czyjegoś domu. Jeśli mieszkaniec jest widoczny i chętny do rozmowy, ta rozmowa jest warta więcej niż zdjęcie, a kilku mieszkańców Tskaltubo przez lata rozmawiało z odwiedzającymi ich dziennikarzami i fotografami o swojej sytuacji — traktowanie ich jako tła, a nie jako ludzi w kryzysie mieszkaniowym, to błąd, którego trzeba unikać.
Nie zabierajcie niczego. Płytki, szkło, sprzęt medyczny pozostawiony w łaźniach — wszystko to jest wybierane przez łowców pamiątek, a sanatoria są przez to zauważalnie uboższe w porównaniu ze zdjęciami sprzed choćby pięciu lat. To, co obecnie chroni łagodne zaniedbanie, nie przetrwa aktywnego plądrowania przebranego za ciekawość.
Nie wchodźcie dla zdjęcia w sekcje o wątpliwej stabilności konstrukcji. Kilka budynków Tskaltubo ma częściowo zawalone podłogi i dachy, a pokusa zdobycia jednego dramatycznego kadru z naprawdę niebezpiecznego punktu jest dokładnie tym, przez co ludzie doznają obrażeń w miejscach bez personelu, oznakowania i zasięgu telefonu w niektórych korytarzach.
Kolejki linowe Chiatury to zupełnie inny przypadek
Chiatura znajduje się w innej kategorii niż Tskaltubo, bo jej kolejki linowe z czasów sowieckich nie są opuszczone — to wciąż działający transport publiczny, wożący górników wydobywających mangan i mieszkańców po stromych klifach miasta, obok garstki nowszych kabin zainstalowanych ostatnio. Fotografowanie ich rodzi znacznie prostsze pytanie: czy przeszkadzacie komuś w prawdziwym dojeździe do pracy dla zdjęcia? Kolejki linowe Chiatury: stare i nowe wyjaśnia, które linie działają jako transport, a które zostały wycofane, co ma znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa, jak i podstawowej uprzejmości wobec ludzi, którzy używają ich, by dostać się do pracy.
Tbilisi: Chiatura i Filar Kacchi — wycieczka w klimacie radzieckim łączy Chiaturę z Filarem Kacchi, naprawdę innym rodzajem miejsca — samotną skalną iglicą zwieńczoną małym klasztorem, gdzie od dekad mieszka jeden mnich — i przydatnym przypomnieniem, że nie wszystko, co przypomina epokę sowiecką w tej części Gruzji, jest ruiną. Filar to żywe miejsce religijne z własną etykietą (zobacz Odwiedzanie gruzińskiej cerkwi prawosławnej: strój i etykieta), a nie w ogóle materiał na urbex.
Jak to wygląda na tle fotografii ruin gdzie indziej
Gruzja nie jest wyjątkowa w mierzeniu się z tym pytaniem — strefa wykluczenia w Czarnobylu, opuszczone fabryki Detroit i bloki mieszkalne Prypeci wywołały tę samą debatę w ciągu ostatnich dwóch dekad, a krytyka kierowana pod adresem „ruin porn” jako gatunku jest już dobrze rozwinięta. Tym, co czyni Tskaltubo ostrzejszym przypadkiem niż większość tych porównań, jest obecność obecnych mieszkańców, a nie w pełni ewakuowana strefa; strefa wykluczenia w Czarnobylu nie ma stałej ludności do uwzględnienia, co usuwa całą jedną warstwę pytania etycznego, którego Tskaltubo nie może uniknąć.
Debaty o fotografii ruin w Detroit są za to bliższe tym o Tskaltubo, bo obie dotyczą budynków znajdujących się w skądinąd funkcjonujących, zamieszkanych obszarach, a duża część krytyki kierowanej przez lata pod adresem fotografów z Detroit — traktowanie biedy i upadku jako estetyki, zamiast angażowania się w ludzi i przyczyny stojące za nimi — dotyczy dokładnie tak samo tego miejsca.
Kto naprawdę korzysta z wizyty z przewodnikiem, poza wami
Warto być konkretnym co do tego, gdzie trafiają pieniądze z płatnej wycieczki, bo to też część obrazu etycznego. Renomowani lokalni operatorzy prowadzący wycieczki do Tskaltubo i Chiatury zwykle zatrudniają gruzińskich przewodników z samego regionu, z których kilku ma bezpośrednią rodzinną historię związaną z sanatoriami albo przemysłem wydobywczym, który zbudował kolejki linowe Chiatury, a część tego dochodu wraca do lokalnej gospodarki, która zmaga się z trudnościami odkąd w obu miastach upadł przemysł z czasów sowieckich.
To naprawdę inna relacja ekonomiczna niż samodzielne przyjechanie wynajętym samochodem z aparatem, niepłacenie niczego nikomu lokalnie i wyjazd ze zdjęciami, ale bez żadnej korzyści dla mieszkańców. To nie pełna odpowiedź na powyższe pytania etyczne, ale prawdziwy argument za rezerwacją wizyty z przewodnikiem zamiast samodzielnej, poza już przedstawionymi argumentami praktycznymi dotyczącymi dostępu i bezpieczeństwa.
Szersze pytanie: czyją historię tu konsumujemy?
Pod praktycznymi zasadami kryje się trudniejsze pytanie, przy którym warto się zatrzymać, zamiast rozwiązywać je zbyt gładko. Sowieckie ruiny w całej Gruzji to dla wielu Gruzinów nie stylizowana estetyka, lecz okres, który przeżyli ich rodzice albo dziadkowie — okupacja, przymusowa kolektywizacja, stłumienie protestów w 1989 roku, utrata Abchazji, przez którą ludzie w ogóle trafili do sanatoriów Tskaltubo.
Zainteresowanie zagranicznego odwiedzającego „pięknym rozkładem” może niewygodnie sąsiadować z tą historią, jeśli nigdy nie angażuje się w to, co naprawdę się wydarzyło, traktując łuszczącą się farbę jako fakturę, a nie dowód. Kwiecień 1989 i sierpień 2008: jak pamięta Gruzja i Muzeum Okupacji Sowieckiej, Tbilisi to dwa sposoby, by nadać kontekst zdjęciom przed albo po ich zrobieniu, a lektura któregoś z nich zmienia to, co zauważacie na miejscu.
Nic z tego nie oznacza, że sama fotografia jest zła. Dokumentowanie tych budynków, zanim zawalą się jeszcze bardziej, albo zanim renowacja całkowicie je zatrze, ma prawdziwą wartość — niektóre z poważniejszych projektów fotograficznych o Tskaltubo powstały w koordynacji z mieszkańcami i lokalnymi historykami i pomogły zwrócić zewnętrzną uwagę na sytuację mieszkaniową w tym miejscu. Różnica między tego rodzaju pracą a turystyką ruin w przelocie zwykle widać w szczegółach: czy fotograf z kimś rozmawia, czy wie, na co właściwie patrzy, czy podpis mówi cokolwiek więcej niż „opuszczona sowiecka wielkość”.
Sowieckie mozaiki: mniej wymagająca wersja tego samego instynktu
Jeśli etyka Tskaltubo wydaje się ciężka, Sowieckie mozaiki i pomniki w całej Gruzji to łagodniejsze wejście w ten sam okres — mozaiki na przystankach autobusowych, fryzy fabryczne i monumentalna rzeźba rozsiane po całym kraju, w większości w przestrzeni publicznej, niezamieszkane i rzadko tak sporne jak zamieszkane sanatorium.
Tbilisi: odkryj radziecką przeszłość — piesza wycieczka obejmuje część tego materiału w samym Tbilisi, obok budynków brutalistycznych opisanych w Brutalistyczne Tbilisi: budynki warte nadłożenia drogi. To tutaj „fotografowanie sowieckiej Gruzji” i zwykłe zainteresowanie architekturą najwygodniej się pokrywają, bez komplikacji związanych z kryzysem mieszkaniowym, które towarzyszą konkretnie Tskaltubo.
Dla bardziej celowego podejścia w duchu eksploracji miejskiej, Radziecki bunkier — wycieczka urbex po Tbilisi odwiedza nieużywany podziemny bunkier, a nie zamieszkany budynek mieszkalny, co omija większość powyższych wątpliwości — w bunkrze z czasów sowieckich nikt nie mieszka, a jego historia dotyczy raczej wprost infrastruktury zimnowojennej niż wysiedleń.
Renowacja też po cichu zmienia rachunek
Kolejna komplikacja warta wspomnienia: niektóre z okazalszych budynków Tskaltubo są obecnie w trakcie aktywnej renowacji, mającej na celu ponowne otwarcie jako funkcjonujące hotele spa, a nie pozostanie ruinami w ogóle. Sanatorium Iveria i garstka innych doczekały się w ostatnich latach poważnych inwestycji, a długoterminowy kierunek dla przynajmniej części tego miejsca to raczej odbudowa niż dalszy upadek.
To ponownie zmienia pytanie o fotografię — budynek w trakcie renowacji, w rusztowaniach i częściowo odrestaurowany, nie budzi żadnych z powyższych wątpliwości dotyczących mieszkańców, ale też po prostu nie jest tym samym wizualnym obiektem, który pierwotnie przyciągał tam fotografów, a okno na sfotografowanie tego miejsca w jego obecnym stanie pośrednim jest węższe, niż mogłoby się wydawać. Opuszczone sanatoria Tskaltubo śledzi, które konkretnie budynki są obecnie w renowacji, a które pozostają nietknięte — warto to sprawdzić blisko daty waszej wizyty, bo sytuacja zmienia się z roku na rok.
Krótka, praktyczna lista kontrolna
Przed odwiedzeniem jakiejkolwiek ruiny z czasów sowieckich w Gruzji warto zadać sobie cztery pytania: czy ten budynek jest zamieszkany, choćby częściowo? Czy jest bezpieczny konstrukcyjnie do wejścia, i czy ta ocena pochodzi od kogoś, kto naprawdę się na tym zna, a nie tylko ze zdjęć widzianych w internecie? Czy jestem w stanie zapytać przed sfotografowaniem kogokolwiek, kogo spotkam, albo skłonny opuścić aparat, jeśli nie mogę?
I czy wiem wystarczająco dużo o tym, co się tu wydarzyło, żeby powiedzieć potem o tym coś więcej niż „niesamowite” albo „nawiedzone”? Wizyta z przewodnikiem — przez lepszych lokalnych operatorów Tskaltubo albo wycieczkę taką jak opisane wyżej — automatycznie odpowiada na dwa pierwsze pytania i znacznie ułatwia trzecie i czwarte, co jest praktycznym argumentem, by nie zjawiać się tam po prostu samemu, z szerokokątnym obiektywem i bez kontekstu.
Często zadawane pytania o fotografowaniu sowieckich ruin
Czy wejście do sanatoriów Tskaltubo jest legalne?
To zależy od budynku. Niektóre zostały w pełni odrestaurowane jako funkcjonujące spa i normalnie przyjmują odwiedzających; inne znajdują się w prawnej szarej strefie z nieformalnym dostępem; kilka to prywatne mieszkania, gdzie wejście bez zaproszenia jest zarówno nielegalne, jak i po prostu niewłaściwe. Lokalny przewodnik to pewny sposób, by wiedzieć, który jest który tego konkretnego dnia.
Czy w sanatoriach Tskaltubo wciąż mieszkają ludzie?
Tak, w kilku budynkach, głównie rodziny wysiedlone z Abchazji podczas wojny w latach 1992–93, które nigdy nie zostały na stałe przekwaterowane. Niektóre budynki zostały od tego czasu opróżnione pod renowację i turystykę; inne pozostają nieformalnym mieszkalnictwem. Traktujcie każdą zamieszkaną sekcję jak czyjś dom, bo nim jest.
Czy fotografia dronem jest dozwolona w tych miejscach?
Przepisy i ich egzekwowanie różnią się i zmieniają, a latanie dronem nad zamieszkanym budynkiem budzi te same obawy o prywatność co bezpośrednie fotografowanie mieszkańców. Operator prowadzący wycieczki z dronem, jak wspomniana wyżej wycieczka fotograficzna dronem po Tskaltubo, będzie znał aktualne ograniczenia lepiej niż samodzielny odwiedzający sprawdzający fora internetowe.
Co powinienem przeczytać przed wizytą, żeby mieć właściwy kontekst?
Muzeum Okupacji Sowieckiej w Tbilisi daje najjaśniejszy ogólny przegląd tego okresu. Konkretnie w przypadku Tskaltubo przeczytanie przed wizytą o wojnie w Abchazji i wysiedlonej ludności znacząco zmienia charakter wizyty w porównaniu z przyjazdem bez żadnego tła.
Czy Chiatura to ten sam rodzaj wizyty co Tskaltubo?
Nie. Kolejki linowe Chiatury to działający transport publiczny, a nie ruina, a większość miasta to normalna, funkcjonująca społeczność górnicza, a nie opuszczone miejsce. Zainteresowanie fotograficzne jest prawdziwe, ale pytania etyczne są inne i na ogół prostsze — chodzi głównie o to, by nie zakłócać ludziom prawdziwego dojazdu do pracy.
Wycieczki po historii radzieckiej na GetYourGuide
Zweryfikowane wycieczki GetYourGuide z bezpośrednimi linkami. Rezerwując przez te linki, otrzymujemy małą prowizję bez kosztów dla ciebie.
Zdjęcie: nasze własne zdjęcie miejsca, nie zdjęcie produktowe operatora.

Batumi: opuszczone sanatoria Tskaltubo — wycieczka fotograficzna z dronem

1-dniowa prywatna wycieczka do Armenii: UNESCO, epoka radziecka i rodzinny obiad
